Od roku 2012 mam przyjemność obserwować rozwój sportowy mojego dziecka. Pamiętam jego pierwsze lekcje nauki pływania. Radość, moja radość, że dziecko uczy się czegoś nowego, czegoś co sprawia mu ogromną radość i przyjemność. Nagle staje się to jego pasją, codziennością i celem w życiu. I nauka pływania nie kończy się na posiadaniu umiejętności pływania, zrodziło się pragnienie zrobienia sztuki z tej umiejętności oraz chęć wzniesienia się ponad przeciętność. Pamiętam, jak cieszyliśmy się z małych sukcesów, które bardzo szybko przerodziły się w jeszcze większe… Najlepszy czas w swojej kategorii wiekowej, v-ce mistrz i wygrane na każdych zawodach. Radość i to ogromna. Bardzo łatwo było, kiedy wszystko się wygrywa, w końcu przyszedł czas zmierzyć się innymi.

I nagle spotkanie z rzeczywistością. Są lepsi, nie zawsze się wygrywa, a z przegraną przychodzą uczucia, które ciężko zrozumieć i okiełznać. Uczucia tak ciężkie, że powodują dyskomfort psychiczny u zawodnika. A ja, jak wyglądam ja? Wszyscy patrzą i oceniają, bo mój syn nie umie pogodzić się z przegrana, rzuca czepkiem, okularami, a do tego wybuchy złości i szukanie winnych za niepowodzenia. Pasja staje się zbyt ciężka. Nagle doszło do mnie ze moja rola nie polega na upominaniu, zwracaniu uwagi i wskazywania złego zachowywania palcem. Jeśli nie jesteś w stanie przegrywać… przestań pływać? Nie… tak nie mówi matka sportowca! Nie mam żadnego prawa, aby mu zabronić spełniać marzenia Jeśli tak to kochasz, jak mogę ci pomoc? I nagle w moim życiu pojawia się artykuł (http://megatiming.pl/news/2a97c067-7d23-412f-8c13-36f24f3fc00d). Czytam, nie pomijam niczego. Stosuje parę rad i … one działają! Niesamowite jak parę słów, rad zadziałało w pozytywny sposób. I to był dzień od kiedy nie wyobrażam sobie, że można być sportowcem bez treningu mentalnego.

Obserwując dziś własne dziecko widzę świadomego zawodnika. Wiem ze nie odczuwa presji a to co robi sprawia mu radość. Nie widziałam jeszcze dziecka, które zajmując czwarte miejsce cieszy się tak jakby wygrało cale zawody. I to uczucie, kiedy swoja radością zaraża innych. Widzisz ludzi, którzy razem z nim dzielą tą radość tak, że świat nagle zapomniał, że zawody wygrał ktoś inny. To co jest ważne to perspektywa jaką ma moje dziecko. Wie do czego dąży i w jaki sposób ma to osiągać. Świadomie używa narzędzi, które zdobył podczas pracy z Tobą, kochana Asiu. Dziś jestem mamą zawodnika, który nawet przegrywając zawody, wygrywa i zdobywa doświadczenie. Przegrana lub porażka jest narzędziem w jego rękach. Umie analizować, wyciągać wnioski, które wykorzystuje do zaplanowania kolejnego startu. Potrafi się wyciszyć, zamienić stres na pozytywne myśli. Nie porównuje się do innych. Ważny jest dla siebie.

To jego rozwój jest najważniejszy i nad tym się skupił. Nie zdobył tych umiejętności w jedną, krótką chwilę. To ciężka praca, ale jaki pozytywny efekt, jaka radość, jak widzisz ze to działa! Ale bez Ciebie nie doszedłby tak daleko. Nie byłoby go tu, gdzie jest dzisiaj. Dzięki Waszej wspólnej pracy jest silny! Z Tobą przeszedł przez bardzo wiele i wierzę, że przy Twojej pomocy będzie mu łatwiej iść przed siebie i osiągać cele. Dlatego praca z Tobą to nie wątek czy też chwilowe wydarzenie w jego życiu. To Ty przygotowałaś go na bardzo wiele rzeczy i sytuacji oraz nauczyłaś go jak ma sobie radzić. Oboje uważamy, że na stale wpisałaś się w jego pasje. Dlatego nadal jesteśmy z Tobą i nie wyobrażamy sobie ze to co się dzieje może dziać się bez Ciebie!

Dziękuję za wszystko! Za to, że jesteś, rozumiesz i pracujesz wkładając w to swoje serducho!

Maria, mama Kuby.