Więcej, szybciej, mocniej, dalej… I co dalej?

Żyjemy w czasach wielkich osiągnięć.  Formułujemy sobie cele, ustalamy standardy, dajemy się pozycjonować w rankingach i porównujemy się do tych, którzy są na ich szczytach. Kultura osiągnięć, rywalizacja, a w konsekwencji koncentracja na własnym rozwoju jest fundamentem sportu, biznesu i życia codziennego. A co jeśli, zmotywowani wizją wielkich osiągnięć i spektakularnych sukcesów, zdobywamy kolejne szczyty coraz bardziej zmęczeni, a pozbawieni radości i przyjemności z tych doświadczeń?

I tak z własnego doświadczenia, psychologa, sportowca wyczynowego, i dziecka, które zdobywało same złote medale, a potem dyplomy zagranicznych uczelni – polecam zwolnić, docenić, cieszyć się… procesem i tym co dookoła. To jest OK. W konsekwencji, zamiast zauważać stale to czego nam jeszcze brakuje, możemy doceniać to co mamy, nie tylko w kwestii zwycięstw i tytułów, ale małych elementów codzienności, czyli mikrosukcesów.

Jak cieszyć się z mikrosukcesów, poddawać najróżniejszym mikrocelebracji oraz uginać pod mikrozachwytami codziennośćią, przypomina i objaśnia w przyjemny i logiczny sposób psycholog, Miłosz Brzeziński, w odcinku podcastu “Dyskretna potęga małych zwycięstw”. (Link do podcastu na końcu artykułu). I tak, autor powiada, że “Co innego jest odnosić w życiu zwycięstwa, wielkie i małe, a zupełnie co innego jest je widzieć, a dodatkowo uważać za budujące.”. Perfekcjoniści, których wśród sportowców jest cała masa, potrafią krytykować się za najmniejsze błędy w treningu, a zrealizowane poprawnie zadania ignorować, jako zbyt mało wymagające. I jak tu dostrzegać efekty własnej pracy i mikrosukcesy, które nie tylko dają przyjemność, ale budują te większe osiągnięcia?!

Osiąganie celów, daje uczucie spełnienia, tylko wtedy, kiedy świadomie podejmiemy się, wewnętrznej celebracji, to jest doceniania własnego wysiłku włożonego w czynność. W zadaniu jednak musimy odnalezienie sens. Sensem jest świadomość, po co podejmuje się tej pracy, dlaczego to dla mnie ważne i jakie moje potrzeby może to zadanie wypełnić. Bycie lepszym od innych, posiadanie tego co inni, czy doświadczanie tego, co jest przedstawione za wartościowe, nie będzie satysfakcjonującym doświadczeniem, jeśli, sami nie odnajdziemy w tym głębszego sensu. Dlaczego?

W swojej książce Przepływ (ang. Flow), Mihaly Csikszentmihaly, opisuje psychologiczne fundamenty jakości życia człowieka. Autor wyróżnia dwa rodzaje przyjemności – ang pleasure i ang. enjoyment (w słowniku języka polskiego niestety mają takie samo znaczenie). To pierwsze – ang. pleasure, to przyjemność z zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych jak jedzenie, komfort i bezpieczeństwo, czy seks. Ten rodzaj przyjemności to uczucie spełnienia, za każdym razem, kiedy wracamy do równowagi i np. nie odczuwamy już głodu.  

Drugi rodzaj przyjemności, związany z wejściem w stan flow, uczucie wzbogacenia i wyzwania jest odczuwany przy doświadczaniu nowości, dokonań często niespodziewanych. Wyzwaniem, które z początku nie wygląda na przyjemność, ale niesie za sobą uczucie przyjemności jest np. wyrównany mecz w tenisa, przeczytanie do końca książki, która daje nam nowe spojrzenie na pewne rzeczy albo wymagająca dyskusja, która uczy nas nowej wiedzy na dany temat. Wysiłek wkładany we wszystkie te czynności jest nagradzany uczuciem przyjemności. Sama czynność wymaga od nas uwagi i zaangażowania. 

Uczenie się nowych rzeczy, podejmowanie się nowych wyzwań, czy odkrywanie, które wymagają od nas zaangażowania stymuluje nasz mózg, daje uczucie przyjemności i uzależnia nas od tego uczucia. Pod warunkiem, że zadanie:

  1. jest dla nas możliwe do ukończenia
  2. potrafimy się na nim skoncentrować
  3. cele i komponenty zadania są nam jasno określone
  4. uzyskujemy natychmiastową informację zwrotną, jak nam idzie
  5. jesteśmy zaangażowani, ale pozbawieni obaw o potencjalne konsekwencje
  6. mamy poczucie kontroli nad tym zadaniem
  7. nie obawiamy się i nie narażamy swojej samooceny, 
  8. zatracamy poczucie czasu wykonując to zadanie

A to wszystko daje nam poczucie przyjemności, bo wymaga na wstępie już jakiegoś poziomu umiejętności, a potem stawia poprzeczkę wystarczająco wysoko, aby było nienudnym wyzwaniem, jednocześnie dając wiarę, że możemy osiągnąć w nim sukces. Możemy się sprawdzić. To nam daje satysfakcję, 

Dokładnie takich sytuacji zawodnik doszukuje się w swoich codziennych treningach i startach na zawodach, aby potem zapisać je w dzienniku treningowym STREAMBOOK. Zawodnik nie tylko osiąga, dostrzega, ale odpowiednio interpretuje codzienne sytuacje jako codzienne mikrosukcesy, które budują te większe, bardziej spektakularne. Codzienna radość, satysfakcja i motywacja do dalszego rozwoju towarzyszy uczuciu spełnienia i wdzięczności. 

Drogi czytelniku, zapisz teraz 3 rzeczy, z których jesteś dzisiaj zadowolony, dumny i za które jesteś wdzięczny. I tak, mikrocelebrację suplementuj codziennie. Bo warto. 

A ja razem z Tobą.